„Zrezygnowaliśmy z szukania wydawcy i zrobiliśmy wszystko sami”. Natalia Kwiatkowska z Cheap Tobacco o dobrych i złych stronach niezależności

Po premierze „Wschodów i zachodów” Cheap Tobacco brzmią jak zespół, który przeszedł przez zwątpienie, ale wyszedł z niego z większą lekkością, wdzięcznością i potrzebą grania po swojemu. Nowy album powstawał bez presji czasu, bez wydawcy i bez pewności, czy cały wysiłek ma jeszcze sens. Dziś muzycy mówią o frajdzie z grania, emocjonalnym koszcie niezależności, przyjaźni, która dodała mocy teledyskowi do „Co u Ciebie?”, i o tym, dlaczego najprostsze pytanie potrafi otworzyć najważniejszą rozmowę.

[Damian Paluszkiewicz] Co najbardziej zaskoczyło Was w tym, jak Cheap Tobacco brzmi i działa po premierze „Wschodów i zachodów”?

[Natalia Kwiatkowska] Najbardziej zaskoczyło nas to, jak łatwo i przyjemnie gra się nam materiał z nowego albumu. Samo to wszystko płynie. Nie ma piosenek, które by nas nie cieszyły.

Wcześniej bywało tak, że każdy miał jakieś swoje ulubione numery lub takie, których nie bardzo lubił grać, a tym razem wszyscy mają po prostu frajdę, a to ważne.

Płyta „Wschody i zachody” powstawała w czasie zwątpień i momentów, w których rozważaliście rezygnację. Które decyzje podjęte w ciężkich momentach okazały się później zaskakująco dobre?

Najlepszą okazała się decyzja, żeby jednak się nie poddawać i wydać ten album. Zainwestowaliśmy własne pieniądze. Zrezygnowaliśmy z szukania wydawcy i zrobiliśmy wszystko sami. To był szereg dobrych decyzji. Ważne było też to, że zdjęliśmy z siebie presję czasu. Album początkowo miał być wydany jesienią 2025 roku. Właściwie wszystko już było gotowe, ale mieliśmy wątpliwości co do jednej piosenki i jej formy. Postanowiliśmy więc przełożyć premierę i poprawić piosenkę „Co u Ciebie?”, bo wiedzieliśmy, że ważniejsze jest dla nas zadowolenie z końcowego efektu niż presja czasu. To też była dobra decyzja.

Co decyduje o tym, że pomysł jednej osoby staje się piosenką całego Cheap Tobacco?

Kiedy spotykamy się na naszych „obozach twórczych”, czyli takim zgrupowaniu, gdzie słuchamy pomysłów każdego z nas, gramy je i rozwijamy, w dość naturalnym procesie wyłaniają się faworyci. Często okazuje się też, że niektóre piosenki po prostu do siebie pasują, podczas gdy inne są z zupełnie innej gliny ulepione. Patrzymy też na spójną opowieść całego albumu. Ważny jest dla nas nie tylko pojedynczy utwór, ale również to, jak on działa w całości. W przypadku albumu „Wschody i zachody” ta opowieść jest płynna i spójna.

Najlepsza okazała się decyzja, żeby jednak się nie poddawać i wydać ten album. Zainwestowaliśmy własne pieniądze. Zrezygnowaliśmy z szukania wydawcy i zrobiliśmy wszystko sami.

Organizujecie obozy twórcze, żeby odciąć się od codzienności. Jak wygląda pierwszy dzień takiego wyjazdu, zanim pojawi się pierwsza piosenka i zanim wiadomo, w którą stronę pójdzie materiał?

Pierwszy dzień to zazwyczaj głównie rozstawianie sprzętu i spinanie wszystkiego, dlatego że tworzymy sobie wtedy na miejscu studio, żeby móc wszystko rejestrować na bieżąco.

Kiedy wszystko jest gotowe, przesłuchujemy propozycje i pomysły każdego z nas. W tym roku słuchaliśmy również tzw. „referencji”, czyli puszczaliśmy sobie piosenki, które nam się podobają. Rozmawialiśmy o brzmieniach, które nas inspirują, i dyskutowaliśmy o tym, jak widzimy ten album, co jest dla nas ważne, jak chcielibyśmy, żeby brzmiał i o czym był.

Najczęściej na koniec zaczynamy grać, ale nic konkretnego – tylko improwizujemy. Żeby się rozegrać, złapać wspólne flow i po prostu pograć sobie swobodnie, zanim zaczniemy pracować nad materiałem. Zresztą z takich improwizacji też nieraz wychodzi jakaś piosenka 🙂

„Co u Ciebie?” brzmi jak zwyczajne rozpoczęcie rozmowy, ale w Waszej piosence uruchamia całą historię. Co ten utwór mówi dziś o miejscu, w którym jesteście jako zespół?

Śmiejemy się w zespole, że to najweselsza piosenka, jaką napisaliśmy, chociaż tekst, jak to u nas, ma pewną dozę refleksyjności i sentymentu. Ale faktycznie daje taką perspektywę na przyszłość. Szukamy większej lekkości w tym, co robimy, zwłaszcza w warstwie muzycznej, i piosenka „Co u Ciebie?” ten kierunek wyznacza. Od lat zespół staje się coraz bardziej „piosenkowy”. Kochamy piękne piosenki. Na takich się wychowywaliśmy i takie staramy się pisać, albo inaczej – takie się piszą

„Co u Ciebie?” jest już częścią albumu, a teraz otrzymuje osobną, singlową odsłonę. Co usłyszeliście w tej piosence po premierze płyty, że postanowiliście ponownie ustawić ją w centrum?

Od samego początku ta piosenka miała specjalne miejsce w naszych sercach. Powstała na obozie i od początku nie mogliśmy przestać grać refrenu. Mieliśmy z tego wielką frajdę. Piosenka miała zamykać album, bo traktuje o wdzięczności, i taki był początkowy pomysł: żeby płyta wybrzmiała na koniec właśnie tą wdzięcznością. Ponieważ jednak stało się inaczej, wiedzieliśmy, że trzeba jej dać „drugie życie”. Chodził nam po głowie też klip do tego numeru, więc wiedzieliśmy, że to będzie fajne przypomnienie o płycie (w tych czasach pamięć jest znacznie krótsza niż kiedyś) i szansa dla piosenki na zaistnienie.

CHEAP TOBACCO – Co u Ciebie? Radio edit – Official Video

W teledysku do „Co u Ciebie?” ważni są ludzie, którzy pojawiają się obok Was. Czy ich obecność zmieniła Wasze spojrzenie na to, jak ten utwór powinien wybrzmieć?

Wiedzieliśmy, że klip do „Co u Ciebie?” ma być pełen radości, słońca i przyjaźni. Stąd wybór miejsca, które kochamy, czyli Pienin i Szczawnicy, i stąd zaproszenie do klipu naszych przyjaciół mieszkających tam. Poza tym, że wystąpili w teledysku, to również bardzo pomogli nam organizacyjnie. Udostępnili miejsca i pomogli w transporcie instrumentów w góry.
Mega wsparcie i mega ludzie. Bez nich na pewno ten klip by tak nie wyglądał i piosenka nie dostałaby takiej mocy.

Czy z perspektywy czasu jest na płycie piosenka, którą zaczęliście rozumieć inaczej dopiero po reakcjach publiczności?

Na koncertach słuchacze bardzo żywiołowo reagują na „Paranoję”, co spowodowało, że gramy ją z większym przekonaniem, zwłaszcza Natalia, która miała tej piosenki już dość w procesie nagrań. Teraz znów wróciła moc tego numeru i ważne przesłanie – żeby nie dać się wsadzić w sztywne formy, które ktoś kiedyś nakreślił i których wszyscy jesteśmy więźniami.
To piosenka adresowana głównie do kobiet.

„Wschody i zachody” pokazują Cheap Tobacco w szerokim brzmieniowo miejscu, między rockiem, soulem, popem i bluesowym korzeniem. Co z tego albumu najmocniej chcielibyście zabrać ze sobą dalej?

Zostajemy przy dobrym, mocnym popie, ale wracamy też do mocniejszych rockowych riffów – tego nam brakowało i na następnym albumie będzie tego więcej.

Twórczość to bardzo osobista i wrażliwa tkanka. Dajesz z siebie dużo, żeby taki album stworzyć, potem – w tych czasach – dajesz jeszcze więcej, żeby album wypromować.

Niezależność daje Wam dużą kontrolę nad muzyką, ale ma też swoją cenę. Który koszt tej wolności jest dziś największy, finansowy, emocjonalny czy czasowy?

Wow. Mocne pytanie! Dzięki! Wszystkie te koszty wolności są, szczerze mówiąc, spore. Na szczęście koszt finansowy udaje nam się odzyskać, bo gramy sporo i z każdego koncertu odkładamy na spłatę kosztów płyty. Więc to się zwraca. Czas to faktycznie coś, czego odzyskać się nie da, a samodzielne stworzenie, wydanie i promocja albumu to łącznie 4 lata pracy. Widząc, jak szybko ludzie zapominają w tych czasach i potrzebują kolejnych nowości, nie napawa to optymizmem, bo czasem faktycznie tego czasu czy siły na kolejny album brakuje. Gdybyśmy mieli jednak wybrać, to zdecydowanie ten koszt emocjonalny jest największy. Twórczość to bardzo osobista i wrażliwa tkanka. Dajesz z siebie dużo, żeby taki album stworzyć, potem – w tych czasach – dajesz jeszcze więcej, żeby album wypromować. No bo przyjmujemy, że zależy nam, żeby płyta dotarła jak najszerzej i żeby była doceniona, bo wiemy, że dzięki temu będzie łatwiej zorganizować koncerty. A co, jeśli tak się nie stanie? Jak wiele powstaje wspaniałych, wartościowych piosenek, które przepadają? Jak wielu twórców mierzy się z tą pustką po wydaniu płyty. Pojawiają się pytania typu: „Po co to robię, jaki to ma sens? Przecież nikt tego nie potrzebuje”, itd., itp. My mamy to wielkie szczęście, że mamy piękną, oddaną publiczność, która na kolejne albumy czeka i przychodzi na koncert promujący nową płytę, natomiast te pytania, lęki i zwątpienia też nam towarzyszą przy wydaniu każdego krążka.

Co najbardziej zaskoczyłoby młodsze wersje każdego z Was w tym, jak dziś wygląda życie zawodowego muzyka?

Chyba to, że to nie jest takie proste (śmiech). Jakoś albo mieliśmy wyidealizowane wizje bycia muzykiem, albo czasy się zmieniły. Tak serio myśleliśmy, że konsekwentnie się rozwijając, będziemy mogli skupiać się tylko na tworzeniu, pisaniu i graniu, a rzeczywistość – przynajmniej nasza, ale z tego, co słyszymy, to dzisiaj częsta sytuacja – jest taka, że przede wszystkim jesteśmy managerami, bookerami, social media ninja, grafikami, tour managerami, księgowymi, logistics managerami i tak dalej, a gdzieś na końcu znajdujemy czas na tworzenie nowych rzeczy. To jest smutne i jeśli o czymś byśmy marzyli, to o zmianie tych proporcji.

Na koniec: jakie jedno pytanie chcielibyście zostawić dziś osobom słuchającym Cheap Tobacco?

Co u Ciebie? 🙂


Bardzo dziękujemy za rozmowę!
Rozmawiał: Damian Paluszkiewicz / Gazeta Muzyczna

patronite baner na stronę desktop
patronite baner na stronę mobile
Redakcja Gazety Muzycznej

Redakcja Gazety Muzycznej

Jesteśmy niezależną redakcją, która skupia się na tym, co w muzyce naprawdę ważne. Relacjonujemy koncerty i festiwale, podpowiadamy, na co warto zwrócić uwagę, i wybieramy tematy z treścią - nie tylko zasięgiem. Stawiamy na rzetelność, kontekst i muzykę bez plotek i nadęcia. Zamiast gonić trendy, stawiamy na uważną selekcję.