Zanim przejdę do właściwej relacji, muszę uczciwie zaznaczyć, że opieram się przede wszystkim na wrażeniach z dwóch pierwszych dni festiwalu. Nie uczestniczyłem we wszystkich koncertach ani nie odwiedziłem każdej strefy. Tam, gdzie opisuję wydarzenia, których nie widziałem osobiście, wyraźnie to zaznaczam i opieram się zarówno na subiektywnych relacjach znajomych, jak i na informacjach pochodzących z wiarygodnych źródeł. Wokół Łódź Summer Festival pojawiło się wiele istotnych tematów wykraczających poza samą muzykę, dlatego tekst ten będzie nie tylko relacją koncertową, ale również próbą oceny organizacji, bezpieczeństwa i ogólnego odbioru wydarzenia.
Dla tych, którzy nie wiedzą, Łódź Summer Festival to impreza organizowana przez miasto Łódź z okazji urodzin miasta. W tym roku przypada czwarta edycja wydarzenia, druga na Łódzkich Błoniach. Dwie pierwsze edycje odbywały się na ulicy Kościuszki, a także na rynku Manufaktury i Monopolis. Organizatorem jest miasto Łódź (Łódzkie Centrum Wydarzeń). Co ważne, jest to wydarzenie z bezpłatnym wstępem. Do tej pory na scenie festiwalu zagrali tacy zagraniczni artyści jak Franz Ferdinand, Tom Odell, Placebo, Röyksopp, Shaggy, Louis Tomlinson, London Grammar. W tym roku do tego grona dołączyli Natalie Imbruglia, Timbaland i Sean Paul. Jak widać, festiwal jest na tyle mocny, aby przyciągnąć całkiem znane nazwiska zza granicy. Według informacji przekazanej w maju przez dyrektora Łódzkiego Centrum Wydarzeń, w budżecie tej miejskiej instytucji na organizację Łódź Summer Festival 2026 przewidziano 9 mln zł. Nie jest to jednak ostateczny koszt imprezy ani potwierdzona kwota netto pochodząca wyłącznie z budżetu miasta. Tegoroczna edycja z pewnością da się zapamiętać mieszkańcom Łodzi. Jeśli organizatorom zależało na tym, aby ściągnąć na imprezę jak największą liczbę ludzi, to udało się to z nawiązką.
Duży festiwal, jeszcze większy test organizacyjny
Edycja 2026 zaczęła się dość niefortunnie, bo ogromne opady dzień wcześniej i przez połowę pierwszego dnia festiwalu spowodowały niemałe spustoszenie na terenie imprezy. Obfite opady w połączeniu z niewystarczająco utwardzonym podłożem sprawiły, że w wielu miejscach powstało błoto sięgające kostek. Część osób wyposażyła się w kalosze, a część na taką okoliczność przygotowana nie była i improwizowała na miejscu, np. chroniąc nogi workami na śmieci i taśmą klejącą. Trudno oczekiwać od organizatora, że zagwarantuje na czas trwania festiwalu odpowiednią pogodę. Należałoby jednak zadać sobie pytanie, czy teren był odpowiednio przygotowany na taką ewentualność, i czy jest w pełni odpowiedni, uwzględniając prognozowane opady.

Organizatorom trzeba oddać, że program festiwalu został ułożony z myślą o różnych pokoleniach. Młodszą publiczność przyciągali przede wszystkim Mata, Bedoes 2115, White 2115, PRO8L3M, Bastille, Pezet czy Rudimental, natomiast starszych odbiorców – Natalie Imbruglia, Timbaland, Sean Paul czy Justyna Steczkowska. Dobre wrażenie robiła także oprawa wydarzenia: dwie duże sceny o zbliżonych rozmiarach, rozbudowane telebimy, szerokie strefy bezpieczeństwa oddzielające publiczność od scen, dobre nagłośnienie, efektowne oświetlenie i elementy widowiskowe, takie jak miotacze ognia. Osoby, które przyjechały na koncerty swoich ulubionych artystów i znalazły miejsce odpowiednio blisko sceny, pod względem samego widowiska raczej nie miały powodów do rozczarowania. W tej kwestii Łódź Summer Festival prezentował poziom, którego można oczekiwać od dużej imprezy muzycznej.
Prawdziwy problem organizacyjny ujawnił się jednak drugiego dnia, kiedy na teren zaczęły napierać kolejne tłumy. Jednym z głównych magnesów sobotniego programu był Bedoes 2115, którego koncert zaplanowano po północy. W mediach społecznościowych fani deklarowali, że specjalnie na jego występ pokonują dziesiątki, a nawet setki kilometrów. Takiej frekwencji nie można jednak przypisywać wyłącznie jednemu artyście – tego dnia występowali również m.in. Timbaland, PRO8L3M, Justyna Steczkowska, Ania Dąbrowska i Nocny Kochanek. Skala zainteresowania przestała być wyłącznie sukcesem frekwencyjnym i stała się poważnym testem dla przyjętej formuły wydarzenia.
W sobotę, 25 lipca, kilka minut po godz. 21:00 organizator poinformował o osiągnięciu maksymalnej dopuszczalnej liczby uczestników i czasowym zamknięciu bramek. Zapowiedział kolejne aktualizacje, dlatego czekający mogli zakładać, że po opuszczeniu terenu przez część publiczności bramki wejściowe zostaną otwarte na nowo. Około godz. 22:40 Łódzkie Centrum Wydarzeń poinformowało jednak o osiągnięciu limitu frekwencyjnego. Nie zapowiadano już ponownego otwarcia wejść, co w praktyce oznaczało ich definitywne zamknięcie na pozostałą część wieczoru. Dla osób znajdujących się po drugiej stronie ogrodzenia stało się jasne, że nie zobaczą późniejszych koncertów.
Decyzja o wstrzymaniu wejścia była słuszna i konieczna. Po osiągnięciu dopuszczalnej pojemności wpuszczanie kolejnych osób mogłoby stworzyć zagrożenie dla publiczności, ochrony i całej infrastruktury. Nie zwalnia to jednak organizatora z odpowiedzialności za sposób zarządzania oczekiwaniami uczestników. Festiwal promowano atrakcyjnym komunikatem o bezpłatnym wstępie, który dla wielu osób mógł oznaczać tyle, że wystarczy przyjechać do Łodzi i pojawić się przed bramkami. Bezpłatne wydarzenie nie gwarantuje oczywiście wejścia po osiągnięciu limitu, ale część uczestników mogła uświadomić sobie tę różnicę dopiero po wielogodzinnej podróży. Rozczarowanie było więc nieuniknione. Frustracja nigdy nie usprawiedliwia agresji, ale trudno udawać, że frustracja pojawiła się tu całkowicie bez powodu.
Nic nie usprawiedliwia osób, które ignorowały polecenia służb i organizatora. Niektórzy przekroczyli granicę zdrowego rozsądku, próbując sforsować zabezpieczenia i nielegalnie dostać się na teren imprezy. Konieczna stała się interwencja policji. Jak przekazał mł. asp. Mateusz Piliński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, funkcjonariusze podjęli działania wobec osób, które nie stosowały się do poleceń i naruszały porządek publiczny. W kierunku policjantów rzucano butelki i kamienie. Zatrzymano sześć osób w wieku od 19 do 30 lat, które według policji dopuściły się naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Nie oznacza to jednak, że każda z nich osobiście rzucała przedmiotami – ustalenie, kto dopuścił się konkretnych czynów, należy do organów prowadzących postępowanie.
W rejonie wejść użyto również gazu. Sam odczułem skutki interwencji, opuszczając teren imprezy. Widziałem biegnących pracowników służby porządkowej wyposażonych w pojemniki z gazem, a oddalając się od festiwalu, czułem unoszące się opary, które natychmiast powodowały kaszel. Na podstawie dostępnych informacji nie można jednak przesądzić, kto dokładnie użył gazu, wobec kogo został zastosowany i czy korzystała z niego wyłącznie ochrona, czy również inne służby.
Za agresję osób próbujących sforsować ogrodzenie nie można obarczać organizatora. Odpowiedzialność za rzucanie przedmiotami, atakowanie funkcjonariuszy i ignorowanie poleceń ponoszą wyłącznie sprawcy tych działań. Równie nieuczciwe byłoby jednak uznanie, że organizator nie ma z tej sytuacji żadnych wniosków do wyciągnięcia. Ma – i to poważne. Trzeba postawić pytanie, czy wydarzenie przyciągające tak dużą publiczność nadal może bezpiecznie funkcjonować w formule całkowicie otwartego wejścia. Rozwiązaniem nie muszą być drogie bilety. Mogłyby nim być bezpłatne wejściówki, wcześniejsza rejestracja, osobne pule miejsc na każdy dzień albo system informujący na bieżąco o stopniu zapełnienia terenu.
Uczestnik planujący kilkugodzinną podróż powinien wiedzieć, czy ma zagwarantowane wejście, czy tylko może próbować dostać się na teren, o ile wcześniej nie zrobią tego dziesiątki tysięcy innych osób. To zasadnicza różnica, której przy imprezie tej skali nie można ukrywać pod dobrze brzmiącym hasłem „wstęp wolny”. Samo powiększanie terenu w kolejnych edycjach prawdopodobnie nie wystarczy, ponieważ większa przestrzeń i obecność kolejnych znanych artystów mogą przyciągnąć jeszcze większy tłum. Bez skutecznego systemu kontroli dostępu organizator będzie jedynie przesuwał moment ponownego wyczerpania pojemności. Nie chodzi więc wyłącznie o większy teren, lecz o zmianę modelu zarządzania wydarzeniem, zanim podobna sytuacja powtórzy się w jeszcze większej skali.
Słowa artysty mają konsekwencje
Osobną i wyjątkowo niefortunną kwestią pozostaje zachowanie samego Bedoesa. Gdy artysta był jeszcze w drodze na festiwal wraz ze swoją matką i dowiedział się o zamknięciu bramek, opublikował nagranie, w którym zwrócił się do niej o radę dla fanów niemogących dostać się na teren wydarzenia. W odpowiedzi usłyszeliśmy: „Ja nie będę nikogo namawiać, ale ja w waszym wieku to przez płot przeskakiwałam”. Nie było to bezpośrednie wezwanie do sforsowania ogrodzenia, a wypowiedź poprzedzono zastrzeżeniem, że nikt nikogo do niczego nie namawia. Nie sprawia ono jednak, że dalsza część komunikatu traci znaczenie. Jego sugestywny charakter jest w tej sytuacji oczywisty. W chwili, gdy organizator i policja apelowali o respektowanie decyzji o zamknięciu wejść, z otoczenia jednej z głównych gwiazd festiwalu popłynęła wypowiedź, którą można było odebrać jako żartobliwe przyzwolenie na ominięcie zabezpieczeń. Trudno o mniej odpowiedni moment.
Nie ma oczywiście podstaw, aby twierdzić, że nagranie doprowadziło do prób sforsowania ogrodzenia albo ataków na policjantów. Można jednak stwierdzić, że publikacja była nieodpowiedzialna i sprzeczna z komunikatami organizatora oraz służb. Artysta będący dla części młodej publiczności autorytetem powinien rozumieć, że nie przemawia wyłącznie do znajomych. Jego słowa docierają do tysięcy rozemocjonowanych i zmęczonych podróżą osób, które właśnie dowiedziały się, że nie zobaczą wyczekiwanego koncertu. W takich warunkach nawet żart może zostać potraktowany dosłownie. Można było oczekiwać prostego komunikatu: nie próbujcie przechodzić przez ogrodzenie, stosujcie się do poleceń służb i nie narażajcie siebie ani innych. Zamiast tego pojawiła się sugestia osłabiająca przekaz organizatora w chwili, gdy najbardziej potrzebował on wsparcia.
Strefy marek jako wyspy spokoju
Jak na każdy festiwal przystało, jedną z atrakcji były rozbudowane strefy przygotowane przez różne marki. Te zdecydowanie nie oszczędzały na zajmowanej przestrzeni. Ogromna instalacja Rossmanna, wykorzystująca również elementy, które dwa tygodnie wcześniej można było zobaczyć podczas Audioriver, robiła bardzo dobre wrażenie. Warto wspomnieć także o strefie Radia Eska, przyciągającej uwagę instalacją gigantycznych słuchawek.
W porównaniu z tym, co działo się w okolicach scen, strefy marek wydawały się jednak miejscem, w którym można było choć na chwilę odpocząć od największego ścisku. Wiązało się to z pewnym wyborem – albo odpowiednio wcześniej szukać dobrego miejsca przed sceną, albo pozostać w spokojniejszej części festiwalu i podziwiać koncerty z większej odległości.

Jedną z najbardziej nieoczekiwanych akcji tegorocznej edycji przygotował Quebonafide. Raper pojawił się wśród uczestników ucharakteryzowany na starszego mężczyznę – z siwą brodą, peruką, dużymi okularami i garniturem – a następnie rozdawał festiwalowiczom lody. Początkowo wiele mijających go osób nie zorientowało się, z kim ma do czynienia. Dopiero po chwili „Dziadzionafide” został rozpoznany, a wokół niego szybko zebrał się tłum. Całość była elementem promocji lodów Miss Ti o smaku bubble tea, ale dzięki dopracowanej charakteryzacji i wykorzystaniu festiwalowej przestrzeni bardziej przypominała udany happening niż typową akcję reklamową.
Efektowna zabawa czy niepotrzebne ryzyko?
Wątpliwą atrakcją były duże, nadmuchiwane piłki plażowe wypuszczone nad publiczność m.in. podczas koncertu Timbalanda. Dla wielu osób była to niewinna zabawa, jednak poruszający się w nieprzewidywalny sposób przedmiot może uderzyć kogoś w twarz lub głowę, doprowadzić do upuszczenia telefonu, utraty równowagi albo przypadkowego popchnięcia innych uczestników. Nie jest to praktyka charakterystyczna wyłącznie dla Łódź Summer Festival, ale jej popularność nie oznacza, że jest całkowicie bezpieczna.

Sam zostałem taką piłką uderzony w głowę. Nie doznałem oczywiście żadnego urazu, ale nagłe uderzenie nie było przyjemne i pokazało, jak niewielką kontrolę nad tą atrakcją mają uczestnicy oraz organizator. Chciałbym więc z tego miejsca zaapelować do wszystkich organizatorów podobnych wydarzeń, aby rozważyć rezygnację z podobnych elementów widowiska – nie są na tyle istotne, by uzasadniać zbędne ryzyko urazu, upadku w tłumie czy uszkodzenia telefonu.
Na scenach festiwal pokazał swoją siłę
Nie udało mi się być na wszystkich koncertach. Przemieszczanie się między scenami wymagało wyjątkowej cierpliwości – pierwszego dnia z powodu błota, a drugiego również przez gęsty tłum. Zdecydowałem się więc pozostać głównie w okolicach sceny głównej.
Koncert Natalie Imbruglii był bardzo przyjemnym doświadczeniem. Nie opierał się na wielkim widowisku, lecz na bardziej kameralnej formule, która idealnie pasowała do charakteru artystki. Całość wykonano w pełni na żywo, z zespołem, prawdziwymi instrumentami i nienagannym wokalem. Co ważne, nie był to występ zbudowany wyłącznie na nostalgii za przełomem lat 90. i 2000., kiedy Natalie osiągnęła peak popularności za sprawą takich utworów jak „Torn” czy „Wrong Impression”. W setliście znalazły się również znacznie nowsze kompozycje, m.in. „What It Feels Like”, „Upside Down” i „Just Drive”, wydane w 2021 i 2026 roku. Publiczność bawiła się znakomicie, nie zwracając uwagi na błoto, a niektórzy wręcz celowo tańczyli w kałużach, co tylko dodawało koncertowi uroku. Sama Natalie była aktywna na scenie, pozostawała w kontakcie z publicznością i sprawiała wrażenie, że czerpie przyjemność z tego występu.
Koncert Timbalanda okazał się dla mnie już niestety rozczarowaniem. Choć to ceniony producent odpowiedzialny za wiele przebojów i charakterystyczne brzmienie całej epoki, występ opierał się głównie na odtwarzanych przez DJ-a produkcjach w zmienionych aranżacjach, a największą atrakcją pozostawała obecność samego artysty. Przyjęta formuła wyraźnie ograniczała możliwości tego koncertu. Znacznie większą wartość miałby występ z zespołem grającym na żywo i kilkorgiem wokalistów zastępujących oryginalnych wykonawców. Nie byłaby to wówczas jedynie prezentacja katalogu hitów, lecz ich pełnoprawna sceniczna reinterpretacja.
PRO8L3M to zupełnie inne doświadczenie. To jeden z niewielu polskich projektów hip-hopowych, które pojawiły się na szerszej scenie po 2010 roku i których mogę słuchać z przyjemnością. Oczywiście jedne utwory trafiają do mnie bardziej, inne mniej, ale sposób, w jaki Oskar rapuje i buduje storytellingowe teksty, stawiam bardzo wysoko. Co równie ważne, duet nie potrzebuje Auto-Tune’a ani nadmiaru scenicznych dodatków. Wystarczą Oskar, Steez i dobrze przygotowane wizualizacje, by stworzyć mocny koncert – bez niepotrzebnych efektów, które odciągałyby uwagę od muzyki.
Według relacji uczestników jednym z największych widowisk tego wieczoru był oczywiście koncert Bedoesa 2115, na którym mnie jednak zabrakło. Występ rozpoczął się od utworu wykonanego wspólnie z podopiecznymi fundacji Cancer Fighters, a na scenie pojawił się również O.S.T.R., który przekazał Bedoesowi swojego tegorocznego Fryderyka. Raper już wcześniej podkreślał, że nie uważa się za właściwego laureata tej nagrody i że powinna ona trafić właśnie do Bedoesa. Koncert ten był jednym z głównych magnesów wieczoru i niewątpliwie przyczynił się do ogromnego zainteresowania, choć osiągnięcia maksymalnej pojemności terenu nie można przypisywać wyłącznie jednemu artyście.

Żałuję, że nie było mi dane – poniekąd z własnego wyboru – zobaczyć koncertów Justyny Steczkowskiej i Nocnego Kochanka. O obu słyszałem wiele dobrego od znajomych i widziałem imponujące fragmenty w relacjach. Justyna Steczkowska wyraźnie przeżywa dziś drugą sceniczną młodość i choć wciąż najbardziej cenię jej klasyczne utwory, mocno kibicuję temu powrotowi. Występ na Łódź Summer Festival tylko potwierdził jej format: rozbudowana choreografia, muzycy grający na żywo, nienaganny głos i efektowna oprawa wizualna, w tym moment, w którym artystka uniosła się nad sceną, robiły ogromne wrażenie nawet na nagraniach. Tym bardziej żałuję, że odpuściłem walkę z tłumem. Z twórczością Nocnego Kochanka jestem zaznajomiony znacznie słabiej, ale po obejrzeniu relacji wiem już, że powinienem to zmienić – i raczej szybciej niż później. I przy okazji klubowego koncertu bardzo chętnie sprawdzę ich na żywo.
Służby działały, kontrole budziły pytania
Ratownicy i ochrona robili, co mogli, aby zapewnić uczestnikom bezpieczeństwo. Trzeba jednak pamiętać, że przy tak dużym tłumie skuteczność służb zależy również od naszej reakcji. Gdy ktoś mdleje lub nagle czuje się gorzej, należy natychmiast zaalarmować otoczenie i służby, między innymi unosząc nad głowę skrzyżowane ręce. Taki sygnał mogą zauważyć ratownicy, pracownicy ochrony, operatorzy dronów, a nawet artyści ze sceny. Sam kilkukrotnie widziałem interwencje ratowników w pobliżu sceny, a do punktu medycznego regularnie doprowadzano kolejnych potrzebujących. Służby nie są jednak w stanie obserwować wszystkich jednocześnie, dlatego szczególna odpowiedzialność spoczywa na osobach, które przychodzą na festiwal z nieletnimi, zwłaszcza z młodszymi dziećmi.
Wątpliwości budziła również skuteczność kontroli osób wchodzących na wydarzenie. W mediach społecznościowych uczestnicy sami chwalili się wnoszeniem własnego alkoholu, co pokazuje, że zabezpieczenia nie zawsze były szczelne. Co istotne, regulamin wprost zabrania wnoszenia alkoholu, a ochrona ma prawo sprawdzać zawartość toreb, plecaków i kieszeni. Problem nie wynikał więc z braku odpowiednich zasad, lecz z tego, że nie zawsze były one skutecznie egzekwowane. Nie chcę przy tym generalizować ani sugerować, że problem dotyczy większości publiczności. Trudno jednak pozbyć się przekonania, że całkowicie otwarta impreza, pozbawiona wcześniejszej rejestracji i skutecznej kontroli dostępu, zwiększa ryzyko pojawienia się osób nastawionych na wywołanie konfliktu. Sama odpłatność nie gwarantuje bezpieczeństwa, jednak system wejściówek pozwoliłby lepiej kontrolować liczbę uczestników i egzekwować zasady wstępu.
Trzeci dzień uratowała muzyka
Po gwałtownych wydarzeniach z sobotniego wieczoru organizatorzy zaostrzyli zasady wejścia na trzeci dzień festiwalu. Publiczność kierowano wyłącznie do głównej bramy, natomiast pozostałe ogólnodostępne wejścia zamknięto. Wyłączono także usługę Fast Track dla klientów mBanku. Decyzja wywołała obawy, że skupienie tysięcy osób w jednym miejscu może doprowadzić do jeszcze większego ścisku, jednak bramy otwarto zgodnie z planem o godz. 17:00, a zgromadzony przed nimi tłum ruszył w stronę scen, aby zająć najlepsze miejsca przed koncertami Seana Paula i Maty.
Pierwsze reakcje publikowane w sieci pokazują, że pod względem muzycznym trzeci dzień festiwalu został przyjęty znacznie lepiej niż jego organizacyjna otoczka. Szczególnie dużo pochwał zbiera koncert Jet – australijski zespół miał przekroczyć oczekiwania części uczestników, a publiczność wspólnie śpiewała największy przebój grupy, „Are You Gonna Be My Girl”. Dobre opinie pojawiają się również przy występach Pezeta (z gościnnym udziałem Livki przy okazji utworu „Obejmuję noce“) i Tedego, chwalonych za energię, sprawny kontakt z publicznością i repertuar, który trafiał zarówno do wiernych fanów, jak i bardziej przypadkowych słuchaczy. Pozytywnie odbierany był także duet Kacperczyk, choć jego koncert zdaje się niknąć w relacjach internautów w cieniu innych artystów.
Najwięcej mieszanych emocji wzbudził Sean Paul. Oczekiwanie na jego występ przedłużyło się o około półtorej godziny z powodu problemów technicznych. Wywołało to zniecierpliwienie publiczności. Co więcej – w gęstym tłumie kolejne osoby – jak wynika z internetowych relacji – wymagały pomocy medycznej. Gdy artysta wreszcie pojawił się na scenie atmosfera wyraźnie się poprawiła, a znane przeboje z lat 2000. uruchomiły potężną falę nostalgii.

Tego dnia niewątpliwie największą atrakcją był Mata. Tu naturalnie również pojawiło się opóźnienie, będące konsekwencją wcześniejszych problemów technicznych, jednak z internetowych relacji uczestników wynika, że znaczna część publiczności pozostała pod sceną do samego końca. W komentarzach najczęściej podkreślano dużą energię występu, dobry kontakt rapera z fanami oraz żywiołowe reakcje tłumu, który wspólnie wykonywał najbardziej znane utwory. W powszechnym odbiorze koncert Maty okazał się mocnym finałem festiwalu i częściowo wynagrodził publiczności długie oczekiwanie.

Potencjał jest. Teraz czas na wnioski
Minęło kilka dni, zanim na chłodno przeanalizowałem to, czego byłem świadkiem podczas festiwalu. To impreza o ogromnym potencjale, która ma szansę stać się jednym z najważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce. Organizatorzy muszą jednak posypać głowę popiołem, uczciwie przyznać, że nie wszystko zadziałało, i wyciągnąć wnioski przed kolejnymi edycjami.
Jeśli festiwal pozostanie bezpłatny i dostępny bez wcześniejszej rejestracji, nadal będzie przyciągał nie tylko fanów występujących artystów, ale również osoby pojawiające się wyłącznie dlatego, że udział nic nie kosztuje. Przy tak dużej skali wydarzenia rośnie także ryzyko incydentów z udziałem ludzi, którzy nie przychodzą po to, by dobrze się bawić i cieszyć wieczorem, lecz szukają okazji do konfliktu. Zmiana systemu dystrybucji wejściówek mogłaby uporządkować frekwencję, a jednocześnie ograniczyć frustrację mieszkańców i przyjezdnych, którzy po dotarciu na miejsce zastają zamknięte bramy i mogą jedynie „pocałować barierkę”.
W obecnej formule trudno również pozbyć się wrażenia, że wydarzenie ma wymiar polityczny. Przedstawiciele władz miasta ze sceny nie szczędzili superlatyw nazywając Summer Festival największym i najlepszym festiwalem, który odbywa się w Łodzi. Im bardziej władze miasta przedstawiają festiwal jako swoją wizytówkę i sukces, tym większa jest ich odpowiedzialność za organizacyjne niedociągnięcia.
Przedstawiciele miasta podkreślali po zakończeniu wydarzenia, że najważniejsze było bezpieczeństwo uczestników, a zaistniałe sytuacje oceniali jako drobne incydenty. Z perspektywy osób znajdujących się przy zamkniętych bramkach i w rejonie policyjnej interwencji taka ocena może jednak brzmieć zbyt łagodnie. Tegoroczna edycja zostanie również zapamiętana z powodu błota, które pierwszego dnia pokrywało znaczną część terenu festiwalu. Organizatorzy zapewniali, że robili wszystko, aby ograniczyć skutki intensywnych opadów, jednak dla wielu uczestników warunki pozostały jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów tej edycji.
Nie wszystko podczas tej edycji się nie udało, jednak trzeba uczciwie powiedzieć, co z perspektywy uczestnika nie zadziałało, a następnie przygotować lepszy plan na kolejne lata. Z ciekawością wrócę za rok, aby przekonać się, czy festiwal wyciągnął wnioski i zmienił się na lepsze.










