Proceente opowiada o tym, jak przeprowadzka do Pragi wytrąciła go z „mokotowskiej strefy komfortu” i dołożyła do procesu twórczego potrzebny pierwiastek napięcia. Wracamy do drogi Aloha Opus Magnum od pandemicznego początku po świeżo domknięty Vol. 3 – z jego spójną narracją, energią gości i rzemiosłem układania tracklisty, które artysta nazywa wprost swoim żywiołem. Rozmawiamy też o granicach technologii: AI w klipach jako narzędziu wizualizacji, ale bez zgody na używanie jej do pisania muzyki, oraz o zmianach, które przez ostatnie dwie dekady przestawiły rap i cały rynek – od dystrybucji po zasięgi. W tle wybrzmiewa konkretna diagnoza: streaming i algorytmy potrafią dziś napędzać widzialność, ale równie skutecznie podcinają sensowną monetyzację i cierpliwość słuchania.
[Damian Paluszkiewicz] Mieszkasz dziś w Pradze – tej czeskiej, nie warszawskiej. Co przesądziło o przeprowadzce? Jak mieszkanie w Czechach wpływa na Twoją twórczość i na praktyczne prowadzenie Aloha Entertainment?
[Proceente] Powodów było kilka: myśl turystyczna, rodzina, Bohumil Hrabal, Hip Hop Kemp, legalizacja i kraftowe piwa. Mieszkając w Czechach, jestem koordynatorem oraz misjonarzem w kontekście wszelakich misji specjalnych na terenie CZ i PL. Przeprowadzka miała ogromny wpływ na moją twórczość i działalność artystyczną, katapultując się z mokotowskiej strefy komfortu, uzyskałem niezbędny dla procesu twórczego pierwiastek cierpienia, ale przetrwałem ból i teraz syntetyzuję zgromadzony przez ostatnie lata kapitał inspiracji w formie rapu.
Na Wikipedii widnieje informacja, że urodziłeś się w Zgierzu. Masz dziś z tym miastem jakiś osobisty, emocjonalny związek?
W Zgierzu mam rodzinę od strony taty, tam się urodziłem i mieszkałem do 4. roku życia. Zgierz to w sumie dzielnica Łodzi, pielęgnuję w sobie szacunek i sentyment dla całej aglomeracji ŁDZ. Jest tu wielu świetnych artystów, wystarczy wspomnieć O.S.T.R., Green, Gres, Spinache, Afront, NTK, Oset, Oskier, Bonez, Kido, Familia HP, Snecz, etc. Ostatnio odkryłem, że hymn Bractwa Piwnego, stowarzyszenia miłośników chmielu, z którym się mocno ziomkuję, został napisany w… Zgierzu. Mam taki wers na nadchodzącej płycie:
„Pytają mnie, skąd jestem: ze Zgierza? z Warszawy? czy z Pragi?
Myślę nad odpowiedzią między dworcem centralnym a hlavní nádraží”
Od pierwszego wydawnictwa „Aloha Opus Magnum” minęło już 5 lat. Jak widzisz drogę tego projektu od Vol. 1 do Vol. 3?
Była to droga kręta i wyboista. Patrząc po samych datach premier kolejnych odsłon AOM, alohowa saga zaczęła się w epoce głębokiej pandemii zimą 2021, prowadziła przez wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie w lutym 2022, aż po dzień pogrzebu ś.p. Pono 21 listopada 2025. Patrząc ponadczasowo, AOM to wielopłaszczyznowa hip-hopowa opowieść, wypełniona krwią, potem i łzami historia ponadczasowej przyjaźni, wytrawnego buntu i pełnej fantazji konsekwencji w dziedzinie rapu.
Co było dla Ciebie największym pozytywnym zaskoczeniem, a co największym rozczarowaniem po starcie niezależnej wytwórni?
Największym pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie to, że za rok będziemy świętować 20. urodziny Aloha Entertainment… Szybko zleciało. Rozczarowań było sporo, ale zamiast je wymieniać, spuszczam na nie zasłonę miłosierdzia.
Jaka jest jedna zasada w Aloha Entertainment, której nie negocjujesz – nawet kosztem wolniejszego wzrostu?
Alkohol to zło. Piwo to mniejsze zło.
Przeprowadzka miała ogromny wpływ na moją twórczość i działalność artystyczną, katapultując się z mokotowskiej strefy komfortu, uzyskałem niezbędny dla procesu twórczego pierwiastek cierpienia, ale przetrwałem ból i teraz syntetyzuję zgromadzony przez ostatnie lata kapitał inspiracji w formie rapu.
Jak dobierałeś gości na Vol. 3? Był ktoś, kogo najtrudniej było wciągnąć do projektu?
Bez owijania w bawełnę, na przestrzeni 3 części AOM, kilku raperów się nie dograło, do AOMVOL3 nie dograł się jeden z zaproszonych przez nas artystów. Pozostali zgodzili się dołożyć cegiełkę do projektu i sfinalizowali temat bez większych problemów. Każdy feat to oddzielna historia, przykładowo twardym orzechem do zgryzienia był Reno, ale jak widać wielomiesięczne polowanie zakończyło się happy endem.
Vol. 3 ma spójny klimat, ale sporo zmiennych energii. Jak układałeś tracklistę – najpierw była narracja, czy dopiero potem kolejność numerów?
Odpowiem nieskromnie – jestem mistrzem świata w układaniu tracklisty. Robię to instynktownie, kieruję się wieloma subtelnymi płaszczyznami, ale przede wszystkim polegam na własnej intuicji. Album musi być historią, opowieścią, którą odbiorca zapamięta i pokocha. Z perspektywy czasu jestem zadowolony z kolejności numerów na płycie AOMVOL3, myślę, że również tym razem udało mi się sprostać wyzwaniu.
Masz doświadczenie zarówno jako raper, jak i jako redaktor. Czy zdarza się, że Twoje „redaktorskie” spojrzenie poprawia albo wycina coś „raperowi” tuż przed publikacją? Jeśli tak – co najczęściej?
Na AOMVOL3 nie musieliśmy cenzurować żadnego z gości. Zdarzyło się natomiast, że komuś obcięliśmy czwórkę czy ósemkę zwrotki, żeby lekko skrócić kawałek. Tym kimś byłem zazwyczaj ja.
Co praca nad Vol. 3 powiedziała Ci o Twoim guście muzycznym i o współpracach przy tym projekcie – na co dziś jesteś najbardziej wyczulony, a czego szukasz częściej, dobierając ludzi i brzmienia?
ALOHA OPUS MAGNUM to potężny poligon w dziedzinie produkcji wykonawczej oraz hip-hopowej architektury. Tego typu projekty wymagają cierpliwości oraz dużej determinacji, trzeba pokonać mnóstwo drobnych przeszkód, żeby dopłynąć do brzegu. Mam już spore doświadczenie w tym zakresie, z drugiej strony z upływem lat spektrum energetyczne, które mogę zagospodarować, zmniejsza się. Dlatego otaczam się ludźmi kompetentnymi, fachowcami z pozytywną zajawką, którzy chcą stworzyć wspólnie nową jakość. Staram się pracować z osobami, które szczerze lubię i w których towarzystwie dobrze się czuję. Kluczem jest odpowiednie zaangażowanie, każdy projekt, przy którym aktualnie pracuję, jest dla mnie absolutnym priorytetem egzystencjalnym, oddaję mu całe serce i z tego tytułu mam również spore oczekiwania w stosunku do pozostałych ananasów zaangażowanych w proces tworzenia. Dlatego płyta AOMVOL3 nie powstałaby zapewne, gdyby nie zaangażowanie Łysonżiego, który jest drugim producentem wykonawczym i szczególnie na etapie realizacji featów wykonał konkretną pracę przy projekcie.
Natomiast jeśli chodzi o brzmienie naszej muzyki, od lat współpracuję z najlepszymi inżynierami dźwięku. Rzeźnik, Staszek EREM, Szwed SWD, Dzi3ciak, Jaca Beats, Zbylu, j.j., Marek Ołdak, Studio AS ONE, DJ HWR, Szogun, Malin – zabieram na pokład statku same znakomitości.
Jakie uczucia masz dzisiaj, dwa miesiące po premierze Vol. 3?
Na pewno spadł mi kamień z serca, ponieważ prace nad AOMVOL3 trwały kilka lat. Można powiedzieć, że ten album wisiał nade mną niczym Miecz Damoklesa. Czuję zadowolenie, bo po raz kolejny udało się sfinalizować i puścić w miasto jakościowy projekt z mnóstwem fantastycznych gości. Jest też oczywiście lekki niedosyt, prawdopodobnie już nigdy nie nauczę się sukcesywnie lawirować w świecie internetowych zasięgów i social mediów, co przekłada się na niszowość mojej muzyki oraz wiecznie niezaspokojone ambicje. Ale przynajmniej mam o czym pisać kawałki!
Reasumując, odhaczam finalizację ALOHA OPUS MAGNUM VOL. 3 i koncentruję się na kolejnym projekcie.
Dziś garstka osób posiada odtwarzacz CD, nawet w aucie mało kto go ma, wszyscy słuchają muzyki na Spotify. Serwis ten systematycznie obniża i tak symboliczną monetyzację streamów, stając się w praktyce legalnym złodziejem własności intelektualnej artystów.
Gdybyś miał wypuścić tylko jeden singiel z Vol. 3, który najszybciej tłumaczy ludziom „czym dziś jest Aloha” – który numer wybierasz i dlaczego?
Każdy numer na płycie opowiada inną historię, ciężko mi wybrać ten jeden najbardziej reprezentatywny dla Alohy… Niech więc będzie to utwór „Winnetou”, w którym opisujemy rzeczywistość za pomocą indiańskich metafor, wirując i nadając tańca rytm.
W klipach do Vol. 3 widać użycie AI. Jak Ty na to patrzysz – jako narzędzie, estetykę, czy coś, co budzi obawy, zwłaszcza w produkcji muzycznej?
Przy okazji teledysków, jest to zdecydowanie narzędzie, dzięki któremu możemy w prosty sposób zwizualizować hip-hopowe wizje. Generalnie robimy dużo klipów i staramy się eksperymentować z różnymi technikami. Damian Michalak z Dobrekino Studio, z którym na co dzień współpracuję, w ostatnim czasie jarał się tworzeniem klipów z użyciem sztucznej inteligencji i mocno zgłębił ten temat, teraz widzę trochę, już mu się to przejadło. Jeśli chodzi o samą muzykę, nie używamy AI do jej tworzenia. Dla mnie pisanie tekstów to największa przyjemność na świecie, nie wyobrażam więc sobie, żebym miał wyrzec się tej aktywności artystycznej na rzecz ChatGPT, czy innego oprogramowania. Twory w stylu Kut*s Records budzą nie tyle moje obawy, co zażenowanie. Podobnie jak inni twórcy-autorzy, czekam na odpowiednie uregulowania prawne w tej dziedzinie, tj. ochronę nas przed intelektualną kanibalizacją rynku.
Gdzie dla Ciebie kończy się autotune jako styl, a zaczyna maskowanie braków? I czy w rapie w ogóle ma to znaczenie, jeśli numer działa przez przekaz?
Osobiście nie używam autotune i nie słucham za wiele muzyki bazującej na tym efekcie. Estetycznie rzecz biorąc, nie jest to dla mnie zbyt atrakcyjny zabieg, szczególnie w dużym natężeniu. Zdecydowanie bardziej jaram się niskim pitchem wokalu czyli efektem „screw”, który fajnie urozmaica nawijkę i podkreśla niektóre frazy. Tego na moich nadchodzących projektach będzie sporo.
Debiutowałeś w 2004 roku. Jaka jedna zmiana w polskim hip-hopie przez te 20+ lat jest Twoim zdaniem największa – na plus albo na minus?
Przez ostatnie 2 dekady rap mocno zespolił się z innymi gatunkami muzycznymi, niestety przede wszystkim z miałkim popem, przejmując większość rynku muzycznego. Przesyt muzyki doprowadził do tego, że twórcy muszą wykonać mnóstwo pracy i zainwestować relatywnie duże pieniądze nie tyle w sprzedaż muzyki, co w to, żeby być w ogóle widzialni i mieć jakiekolwiek zasięgi. Pamiętam, że w 2004 r. płytę „Znaki Zapytania” mój wydawca osobiście dystrybuował na Stadionie Dziesięciolecia, żeby czerpać jakieś zyski z procederu piractwa. Dziś garstka osób posiada odtwarzacz CD, nawet w aucie mało kto go ma, wszyscy słuchają muzyki na Spotify. Serwis ten systematycznie obniża i tak symboliczną monetyzację streamów, stając się w praktyce legalnym złodziejem własności intelektualnej artystów. Do tego dochodzi wspomniane AI. Dodatkowa zmiana to słuchacze, którzy mają problem, żeby przesłuchać nową płytę 3 razy, żeby wyrobić sobie na jej temat zdanie, ponieważ ich będący pod ciągłym ostrzałem bodźców mózg jest w stanie skoncentrować się na maksymalnie 20 sekundach utworu, potem scrollują dalej.
Wszystkie powyższe zmiany oceniam raczej na minus, plus jest taki, że nawet w zalewie sformatowanej papki, pojawia się dużo jakościowego hip-hopu. Trzeba go tylko umieć i chcieć odnaleźć.
W ostatnich miesiącach dissy mocno napędzały scenę i algorytmy. Gdybyś miał postawić tezę: konflikt dziś bardziej rozwija rap, czy bardziej go spłyca – i dlaczego?
Do beefów mam podejście ambiwalentne, z jednej strony jest to klasyczny motyw rapu, mam na myśli np. beefy Biggie vs 2Pac czy Jay-Z vs Nas, każdy emce musi być gotowy na zaczepkę i być w stanie na nią odpowiedzieć. Z drugiej strony nie jestem fanem konfliktów, męczy mnie permanentna agresja w przestrzeni publicznej, kłótnie polityków, czy konferencje prasowe freak fighterów. Szambo w social mediach wybija co chwila i ludzie się w tym taplają jak hipopotamy w błocie. Negatywna energia pompuje algorytmy i generuje przypływ gotówki. Smuci mnie to trochę, ponieważ wolę gdy kreatywność buduje, a nie niszczy.
Jak wygląda Twój plan na 2026 – co jest priorytetem: nowa muzyka, rozwój Alohy jako wydawcy, czy coś jeszcze – i dlaczego właśnie to?
Plany na 2026 r. są dość ambitne. Przed Wielkanocą zamierzam wypuścić kasetę Proceente / DJ HWR „ŁADUJ DZIAŁA MIXTAPE”, a zaraz potem winylową EPkę solo „Grawitacja Dusz”, którą nagrałem u Jaca Beats na bitach Mayora.
Trwają intensywne prace nad kolejnymi projektami: „ALOHA IN PRAGUE” oraz mixtejpem „Wydawca Złodziej”. Na tapecie są też wspólne rzeczy z Bleizem, Biały Nietoperz 2, jest pomysł na EPkę „Dobre Słowo” w ciekawym gronie Ananasów. Z rzeczy alohowych wydajemy winyl Na Pół Etatu „Materiał Biograficzny”, Łysonżi, Skorup, Ninjah i Jaca Beats finalizują JACANABICIE 2. Dodatkowo jako AlohaSklep.pl dystrybuujemy kilka rzeczy, mam na myśli płyty NATA, Deobson, HCMF, Zielone Płuca Polski, czy kolejne kasety od Motyw Label. Planujemy też zagrać kilka koncertów w naszej alohowej ekipie, pierwszy z nich odbędzie się 20 lutego we Wrocławiu w klubie Nietota, 14 marca zawitamy prawdopodobnie do Częstochowy. Dochodzą do tego różne przedsięwzięcia związane z piwem kraftowym, jak wiadomo jestem chmielową gąbką z Wolnego Kraftu i fanatykiem Praskiego Slalomu Piwnego.
Bardzo dziękujemy za rozmowę!
Rozmawiał: Damian Paluszkiewicz / Gazeta Muzyczna







