„Pisanie było i jest dla mnie narzędziem budowania siebie, nie wizerunku”. Kuba Knap w rozmowie o życiu na wsi, muzyce, wierze i Szefostwie.

Ucieczka z miasta do lasu nie jest w tej rozmowie romantyczną dekoracją, tylko metodą porządkowania świata – i własnej głowy. Kuba Knap opowiada o pisaniu jako narzędziu budowania siebie, o wierze jako fundamencie decyzji artystycznych oraz o tym, dlaczego wolność w zespole potrzebuje ram.

[Damian Paluszkiewicz] Jak zmiana środowiska (zamiana miasta na wieś) wpływa dzisiaj na Twoją twórczość? Natura jest Ci dziś bliższa niż miasto?

[Kuba Knap] Kluczowa różnica jest oczywiście w natężeniu wszelkich rozpraszaczy – oprócz dźwięków, świateł i natłoku ludzi i innych namacalnych powierzchownych bodźców myślę również o tych rozproszeniach, które dzieją sie na głębszym poziomie. Mniej porównań, mniej ocen, mniej niespodziewanych bezsensów. Życie w lesie to rutyna, rodzina, pogoda, roślinność – wszystko to wzrasta według pór roku i nie tylko  i też bywa przytłaczająca, ale mam zdecydowanie większy wpływ na bieg wydarzeń, natomiast ograniczenia są dużo łatwiejsze do zaakceptowania. 

Pisanie było i jest dla mnie narzędziem budowania siebie, nie wizerunku – miejscem, w którym odnajduję fragmenty siebie, wzmacniam dobre, walczę ze złym. Żyjąc na wsi łatwiej dostrzec to co istotne, bo jest tylko Bóg, drugi Człowiek, natura i w Ja. Czysty obraz, który wymaga tylko pokory i Miłości, żeby naprawdę zmieniać świat.

[D.P.] W jednym z wywiadów Internet porównujesz do pola, które można obsiać albo zaśmiecić – gdybyś miał dziś zaprojektować jedną zasadę publikowania muzyki w sieci, która realnie poprawia kulturę, to co by to było i jak byś ją egzekwował u siebie?

[K.K.] Tylko Miłość jest twórcza. Dzieła, które są zrodzone z grzechu to trujące śmieci.

[D.P.] Masz doświadczenie skrajnie różnych trybów: cisza/offline vs intensywne wydawanie. Jak dziś rozpoznajesz, że jesteś w trybie „twórczym”, a nie „wycofania”?

[K.K.] Przeżywam, przeżywam na spokojnie, aż trafiam na coś w sobie co cieżko zdefinować, jakieś napięcie wewnątrz. Nosze je w sobie i diagnozuję, dzień po dniu. Zaczynam pisać. Im większa zagadka, tym większe i bardziej długotrwałe napięcie – wtedy piszę. Piszę w chwilach, które urwę z codzienności, żeby nie zaburzać rytmu dnia. Zwykle zamienia się to w album, i dopiero kiedy go nagram, to mam mniej więcej pewność co we mnie siedziało – muszę to wyjąc na zewnątrz i obejrzeć, żeby się zorientować i móc pracować nad tym dalej.


Pisanie było i jest dla mnie narzędziem budowania siebie, nie wizerunku – miejscem, w którym odnajduję fragmenty siebie, wzmacniam dobre, walczę ze złym.

Kuba Knap

[D.P.] Na ile dzisiaj wiara jest dla Ciebie „osłoną”, a na ile „narzędziem pracy” – czy są decyzje artystyczne, których byś nie podjął, gdyby nie ten porządek duchowy?

[K.K.] Wiara, w sensie oddanie Panu Bogu jest fundamentem mojego istnienia, a zatem jest i osłoną i narzędziem i jest we wszystkim co myślę, mówię i robię. Każdą decyzję muszę przemyśleć, przemodlić, bo fides et ratio, decyzje artystyczne również. 

[D.P.] Miałeś okresy bardzo gęstych premier i okresy ciszy – jakie masz teraz kryterium „materiał gotowy do wypuszczenia”?

[K.K.] Kiedy stwierdzam, że jest dobry, ale to nie zmieniło się od pierwszych wydań do szuflady. Generalnie wychodzę z założenia, że dzieło należy oddać światu i zając się następnym. To zależy od stanu ducha i okoliczności życia – raz mam więcej chęci i możliwości, żeby upiększając detale, a raz nie bardzo. 

[D.P.] Gdybyś miał wskazać jeden trend, który scenę rapową w Polsce rozwija i jeden, który ją psuje – co by to było i dlaczego?

[K.K.] Nie śledzę sceny rapowej w Polsce jakoś szczególnie, wiec nie wiem dokładnie. Wiem tylko, że chciwość, próżność, kłamstwo i głupota są szkodliwe gdziekolwiek i kiedykolwiek. Z drugiej strony tam gdzie jest Miłość i Prawda, a z nimi wrażliwość, konsekwencja, odpowiedzialność – tam powoli wzrasta zdrowy i piękny świat.

[D.P.] Twój najnowszy projekt to „Szefostwo„, czyli pełnoprawny zespół z instrumentalistami. Pracując w większym składzie często testuje się ego i odpowiedzialność – co jest Twoją „zasadą fair play” w zespole, kiedy ktoś ma inną wizję aranżu albo energii numeru?

[K.K.] Wolność i zaufanie, szacunek i współczucie – to fair play w dowolnym zespole. Otwartość, próby i błędy, pokora i odwaga, takie rzeczy. Szefostwo to zespół amatorski – tworzymy razem bo kochamy grać. 

dsc09845
fot. materiały prasowe

[D.P.] Jak powstał Wasz skład „Szefostwa„, znaliście się wcześniej, czy też muzyków dobierałeś specjalnie pod ten projekt?

[K.K.] Dawno temu w Piasecznie poznałem Aleksego, który powiedział, że gra funk na gitarze i jakbym cos chciałto zagra. Od tego spotkania objawiał się na prawie każdym albumie. Jego brat – Ksawery – gra na klawiszach. Lata temu już zebrałem zespół do kupy – na basie grał Piotrek, a Wojtek na bębnach. Zagraliśmy jakąś sztukę czy dwie. Potem trochę grał z nami Tymon, który zastąpił Piotrka na basie. Potem znów długo nic, Wojtek i Tymon to zawodowi muzycy, więc rozjeżdżały nam się tryby życia i oczekiwania. W końcu Aleksy zebrał swój zespół z wczesnej młodości – na perce Maks, a na basie Łukasz. I nagle wszystko się zaczeło kleić. Można więc powiedzieć, że to ja dołączyłem do Szefostwa po latach. Pozdrawiam wszystkich chłopaków! To była i jest wspaniała przygoda!

[D.P.] „Szefostwo” mocno stawia na granie zespołowe i energię live – czy któryś z numerów zmienił swój sens albo ciężar dopiero na próbie lub koncercie i co to zmieniło w Twoim myśleniu o tym materiale?

[K.K.] Dałem chłopakom dość obszerną listę utworów, które ja chciałbym grać i powiedziałem, żeby wybrali te, które ich najbardziej ruszają i które im sie najlepiej gra. Tak powstała setlista koncertowa, która ostatecznie znalazła się na albumie. W zasadzie każdy utwór się zmienił. Ja nie miałem oczekiwań, czasem drobne uwagi lub nawigacje, raczej bawiłem się tym, jak chłopaki grają. Dla mnie to jest coś w rodzaju wyróżnienia, że ten czy tamten bit, czy refren jest zagrany albo zaśpiewany przez innych, i że jest to dla nich radość czy satysfakcja.

[D.P.] Pracując dziś z innymi muzykami na równych zasadach – czego nauczyłeś się o sobie jako liderze, czego nie dało się odkryć w pracy solo lub w innych składach?

[K.K.] …że odpowiedzialność dla wolności jest tym, czym rama dla obrazu i rolą lidera jest wyznaczenie właściwych granic, ani za ciasnych ani zbyt luźnych, żeby ta wolność wypełniała obraz cudowną treścią 

[D.P.] Patrząc na swoje wcześniejsze płyty i obecny etap – czy jest coś, czego dziś szczególnie pilnujesz w procesie twórczym, bo wiesz, że kiedyś to zaniedbywałeś i kończyło się to złymi decyzjami?

[K.K.] Dobór właściwych ludzi do właściwych ról. To kosztuje dużo uważności i cierpliwości, rozmów, czasu, prób i błędów. Można powiedzieć, że skurczyło mi się zaufanie, bo wykrystalizowały się cele róznych działań i świadomość doboru metod itp. Kiedyś wchodziłem we współprace bardzo chętnie, wierząc, że postawy i cele jakimś cudem są zbieżne. Dziś wiem, że to musi pokazać czas, działanie, że trzeba się podocierać, żeby podjąć ostateczne decyzje, czy jedziemy razem dalej, czy nie. 


 (…) odpowiedzialność dla wolności jest tym, czym rama dla obrazu i rolą lidera jest wyznaczenie właściwych granic, ani za ciasnych ani zbyt luźnych, żeby ta wolność wypełniała obraz cudowną treścią.

Kuba Knap

[D.P.] Czy praca fizyczna wokół gospodarstwa jest dla Ciebie czymś w rodzaju terapii od nałogów? Sporo osób które wychodzą z nałogów uciekają w ciężkie fizycznie zajęcia, bieganie, siłownia, sporty walki…

[K.K.] Raczej nie – jest za to żródłem sensu i satysfakcji. Praca na własnym gospodarstwie to nie jest tyrka za pieniądze. To, że się spocę i doładuję endorfinki to jedno, ale przede wszystkim jest w tym pewna magiczna zależność. Patrząc na swoje dzieło (ja na przykład patrzę na balkon z drewna) budzi się i żyje coś pierwotnego, poteżnego. Świadomość, że własnymi siłami i z własnych surowców zbudowałem coś co jest piękne, trwałe i służy innym jest najwspanialszą nagrodą za trud.

Oczywiście mogę to odnieść do nałogu – nałóg był ucieczką od tego bólu – uczucia bezwartościowości, nieprzydatności, nieistotności, bezsensu. To wszystko znika, tego nie ma, kiedy twoje dzieło służy innym, a oni doceniają twój trud.

[D.P.] Jak wygląda Twoje „minimum szczęścia” na zwykły dzień – trzy małe elementy, które robią robotę?

[K.K.] Kochaj, módl się, pracuj. Kawa o świcie, skuteczność w robocie, spokojny wieczór z rodziną.

[D.P.] Jeśli za rok wrócimy do tej rozmowy, po czym poznasz, że to był dobry rok – w muzyce i poza nią?

[K.K.] Moje życie mieści się w jednym dniu i każdy jest dobry. Są dni trudne i wymagające, i odwrotne też są. Staram się nie wybiegać w przyszłość, żeby nie pompować oczekiwań czy obaw. Fajnie byłoby pograć trochę ten materiał dla ludzi, fajnie by było mieć zdrowie i pieniądze, fajnie by było pokonać trudności i przeszkody bez większych strat. Zobaczymy.


Bardzo dziękujemy za rozmowę!
Rozmawiał: Damian Paluszkiewicz / Gazeta Muzyczna.

banerpoziomgm
1024x1024
Damian Paluszkiewicz

Damian Paluszkiewicz

Jestem redaktorem naczelnym Gazety Muzycznej, fotografem koncertowym oraz właścicielem ogólnopolskiej agencji marketingowej, w której łączymy strategię z kreatywną realizacją i skuteczną komunikacją. Muzycznie najmocniej ukształtowała mnie elektronika lat 90., z domieszką klasycznego hip-hopu z tamtej dekady.