Na ten moment fani czekali trzy dekady. Koncert The Cranberries z serii „MTV Unplugged”, zarejestrowany w 1995 r., wreszcie ukazał się jako samodzielne wydawnictwo. Album zatytułowany po prostu „MTV Unplugged” trafił na rynek 7 listopada 2025 r. na winylu, CD i w wersji cyfrowej nakładem Island Records/UMe.
Spełnione marzenie fanów
Przez lata oficjalne wydanie tego występu znajdowało się na szczycie listy życzeń sympatyków zespołu. Do niedawna cały koncert można było mieć jedynie w formie telewizyjnych nagrań lub bootlegów. Dopiero w 2025 r. pełny materiał trafił najpierw na limitowaną, trzypłytową edycję „No Need To Argue – 30th Anniversary Deluxe”, która wyprzedała się błyskawicznie. Teraz „Unplugged” funkcjonuje wreszcie jako osobna pozycja w dyskografii, z własną okładką i kilkoma wariantami wydań, w tym limitowanym kolorowym winylem oraz wersją „crystal clear” dostępną w oficjalnym sklepie.
Zespół w komunikacie na swojej stronie podsumował to prosto: „Tego właśnie od nas chcieliście. Po raz pierwszy nasz występ z 1995 r. w MTV Unplugged jest dostępny jako osobne wydawnictwo”. Dla wielu słuchaczy to domknięcie ważnego rozdziału, bo właśnie dzięki temu koncertowi The Cranberries zostali zapamiętani jako jeden z najlepiej brzmiących zespołów ery „Unplugged”.
Walentynki w Brooklynie
Koncert nagrano 14 lutego 1995 r. w Howard Gilman Opera House w Brooklyn Academy of Music w Nowym Jorku, a pierwszy raz wyemitowano w MTV 18 kwietnia tego samego roku. Był to element szóstej serii kultowego cyklu, który zapraszał na scenę największe gwiazdy lat 90., ustawiając je w kameralnym, akustycznym anturażu. Zespół promował wtedy przełomowy album „No Need To Argue”, więc nic dziwnego, że trzon setu stanowiły utwory z tej płyty.
Fergal Lawler wspomina, że dla grupy było to coś znacznie więcej niż kolejny występ. „Widzieliśmy wcześniej koncerty R.E.M., Pearl Jam, The Cure i Nirvany. Byliśmy zachwyceni, że możemy pójść w ich ślady” – mówi perkusista w materiałach prasowych z 2025 r. Towarzyszący zespołowi kwartet smyczkowy Electra Strings, znany także z występu The Cranberries w programie „Later… with Jools Holland”, podkreślił melodyjność kompozycji i ich naturalną nośność w wersji bez rockowego przesteru.
Dziewięć utworów, jedna legenda
Nowa płyta dokumentuje pełny, około 45–minutowy set z dziewięcioma utworami. W trackliście znalazły się:
- Intro/Dreaming My Dreams
- Ode To My Family
- Linger
- Free To Decide
- I’m Still Remembering
- Empty
- Zombie
- Yesterday’s Gone
- No Need To Argue
W momencie nagrania aż trzy piosenki nie były jeszcze znane szerszej publiczności. „Free To Decide” i „I’m Still Remembering” rok później znalazły się na „To The Faithful Departed”, natomiast „Yesterday’s Gone” do dziś nie doczekało się wersji studyjnej. Noel Hogan zdradza, że on i Dolores O’Riordan napisali ten utwór dosłownie dzień przed nagraniem koncertu: „Po prostu usiedliśmy przy pianinie i piosenka powstała w kilka godzin. Zagraliśmy ją tylko raz, dla MTV” (Hogan, 2025). To właśnie ta „jednorazowość” sprawia, że oficjalne wydanie ma także wymiar archiwalny.
Jak brzmi The Cranberries bez prądu
„To był zaszczyt zagrać w MTV Unplugged i jestem naprawdę dumny, że nasze piosenki nie potrzebowały studyjnych fajerwerków, żeby brzmieć dobrze” – podsumowuje Hogan w tegorocznym komunikacie. W akustycznym formacie głos Dolores O’Riordan wysuwa się na pierwszy plan, a takie utwory jak „Zombie”, „Ode To My Family” czy „Linger” zyskują bardziej intymny, niemal folkowy wymiar.
Nieprzypadkowo krytycy od lat domagali się pełnej publikacji tego koncertu. Redakcja „SPIN” umieściła występ The Cranberries wśród „ośmiu koncertów MTV Unplugged, które powinny doczekać się winylowych reedycji”, przypominając przy okazji „ogromny talent, który straciliśmy wraz ze śmiercią Dolores O’Riordan”. Z kolei magazyn „Mixdown” nazwał ich „wzorcowym przykładem zespołu stworzonego do akustycznego formatu”.
Dzisiejsze wydanie „MTV Unplugged” zamyka więc pewien krąg. Fani w końcu dostają w ręce album, który dotąd żył głównie w legendzie i w jakości nagrań z telewizji, a jednocześnie dostajemy bardzo aktualne przypomnienie, dlaczego muzyka The Cranberries wciąż porusza – nawet wtedy, gdy zamiast ściany gitar słychać tylko akustyczne instrumenty, smyczki i ten jeden, niepodrabialny głos.







