„Jestem pewien, że po opublikowaniu tej piosenki będzie mi łatwiej odnaleźć się w nowej rzeczywistości”. Jacek Bryndal o osobistym singlu „Dom Rodzinny”

Dla Jacka Bryndala „Dom Rodzinny” nie jest zwykłym singlem, ale osobistym zapisem straty, pamięci i próby oswojenia emocji po sprzedaży rodzinnego domu. W rozmowie opowiada o pracy z bratem Rafałem, o tym, jak wspomnienia przerodziły się w tekst i muzykę, oraz o tym, że ta piosenka stała się dla niego formą terapii i katharsis.
[Damian Paluszkiewicz] Zanim przejdziemy do „Domu Rodzinnego”: w jakim miejscu jesteś dziś – bardziej domykasz pewien rozdział, czy raczej otwierasz już nowy?
[Jacek Bryndal] Nigdy niczego nie domykam. Ciągle jestem w trakcie jakiegoś rozdziału. Niektóre zbliżają się do końca ale na to jeszcze mam czas.
„Dom Rodzinny” jest bardzo osobisty – nie tylko dla Ciebie, ale też dla autora tekstu, Twojego brata Rafała. Ile czasu minęło od decyzji o sprzedaży domu do momentu, gdy zaczęliście pracę nad utworem? To był konkretny przełom czy raczej proces, który dojrzewał naturalnie?
Tekst powstał w trakcie załatwiania wszelkich formalności. Rafał zwykle chodzi z jakimś pomysłem. Układa sobie w głowie, łapie inspiracje, a potem siada w nocy i pisze cały tekst. To była jego emocjonalna refleksja na to co z nami sie wtedy działo. Mnie od pierwszego przeczytania bardzo ujął ten tekst. Poczułem, ze to moja opowieść więc od razu zacząłem układać do tego muzykę. To moja bardzo osobista piosenka. Chyba pierwsza, z którą powiązane są tak mocne emocje
To moja bardzo osobista piosenka. Chyba pierwsza, z którą powiązane są tak mocne emocje.
Jak wyglądała Wasza praca z Rafałem od strony praktycznej – co musiało się wydarzyć wcześniej, żeby zacząć pracę nad tą historią? Zaczęliście od rozmów i wspomnień, od poukładania emocji między sobą, czy potrzeba napisania tego utworu pojawiła się od razu?
Od kiedy wkroczyliśmy w dorosłe życie gramy do jednej bramki i rozumiemy się bez słów.
Przez wiele miesięcy po śmierci Taty porządkowaliśmy z Rafałem i dwoma młodszymi braćmi – Michałem i Jakubem – rzeczy. Musieliśmy to robić razem ponieważ dla każdego z nas różne przedmioty z rodzinnego domy miały różną wartość emocjonalną. Odżyło wtedy wiele wspomnień i myślę, że te spotkania dały największy bodziec do zrobienia czegoś co będzie ponadczasowe.
W tekście są emocje, ale jest też precyzja. Co było trudniejsze: znaleźć właściwe słowa, czy zdecydować, czego w ogóle nie dopowiadać?
Najważniejsze w pisaniu tekstu są słowa. Często, szczególnie młodzi artyści zapominają o tym koncentrując się głównie na samy pomyśle na piosenkę. To nie wystarczy, żeby mieć jakiś genialny pomysł. Trzeba to ubrać w odpowiednie słowa. Im bardziej one odzwierciedlają w lapidarny sposób twoje emocje tym lepiej. Przy okazji to co niedopowiedziane można odczytać między wierszami.
Na ile „Dom Rodzinny” jest zapisem bardzo konkretnej historii, a na ile zostawiliście w nim przestrzeń, żeby słuchacz mógł dopisać swoją?
Potęga sztuki polega na tym, że odbiorca identyfikuje się z tym co stworzył artysta. Im większy jest to emocjonalny związek tym większe uznanie dla twórcy.
„Dom Rodzinny sprzedałem, jestem teraz znikąd”. W tej piosence dom jest miejscem, ale też czymś w rodzaju tożsamości. Co stało się dziś Twoim nowym punktem odniesienia – ludzie, miasto, codzienne rytuały, a może coś zupełnie innego?
Jeszcze nie wiem, jeszcze szukam. Jestem pewien, że po opublikowaniu tej piosenki będzie mi łatwiej odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ta piosenka to dla mnie swoista terapia i katharsis.
Gdyby „Dom Rodzinny” miał powstać nie w studiu, tylko „w pamięci” – jakie dźwięki z domu rodzinnego musiałyby się w nim bezwzględnie znaleźć?
Charakterystyczne pukanie do drzwi Taty kiedy wracał do domu, dźwięki pianina na którym mama godzinami grała tanga oraz gong starego, ogromnego zegara oznajmujący pełną godzinę.
W warstwie muzycznej: co było dla Ciebie najważniejszym nośnikiem emocji w tym utworze – harmonia, tempo, brzmienie instrumentów, a może sposób prowadzenia głosu?
Pracę nad warstwą muzyczną zacząłem od znalezienia odpowiednich – przejmujących brzmień i one naprowadzały mnie na harmonię.
Jestem pewien, że po opublikowaniu tej piosenki będzie mi łatwiej odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ta piosenka to dla mnie swoista terapia i katharsis.
Podczas nagrań był moment, kiedy musiałeś świadomie „przykręcić” emocje, żeby piosenka nie zamieniła się w czystą spowiedź? Co w całym procesie najbardziej pomogło Ci je unieść – samo pisanie, nagranie wokalu, czy dopiero chwila, w której wypuściłeś „Dom Rodzinny” do ludzi?
Nie musiałem tłumić emocji, ich odczuwanie było czymś w rodzaju wspomnianego wcześniej oczyszczenia. Ulgę poczułem dopiero w chwili wypuszczenia „Dom Rodzinny” do ludzi.
W teledysku pojawiają się rozwiązania oparte o AI. Co dało Ci to jako autorowi tej historii – dystans, nowe narzędzia metafory, czy raczej większą kontrolę nad intymnością całego obrazu (muzyka + klip)?
Twórcą klipu i pomysłodawcą scenariusza jest Jacek Kościuszko. Doskonale wyczuł nasze emocje, a podpieranie się AI było głównie narzędziem metafory o nieograniczonych możliwościach.
Czy po „Domu Rodzinnym” czujesz, że ta opowieść będzie miała dalszy ciąg w Twojej muzyce – i jak chciałbyś, żeby ten utwór wybrzmiewał za kilka lat: jako coś, co boli, coś, co uczy, czy coś, co przynosi spokój?
Chciałbym żeby ten utwór kojarzył się z czymś, co przynosi spokój i przywołuje wspomnienia.
Czy będzie ciąg dalszy? Nie wiem. Mam teraz bardzo ciężki czas z innego powodu jeszcze bardziej osobistego i kto wie, być może też spróbuję poprzez piosenkę okiełznać emocje?
Gdybyś miał dać jedną praktyczną radę komuś, kto przechodzi podobne emocje – porządkuje przeszłość i żegna się z czymś namacalnym, co było ogromną częścią jego życia – co byś powiedział? Co Tobie naprawdę pomogło przejść przez ten etap?
Trzeba słuchać i kierować się tym co każe nam serce i nasze wnętrze i nie tłumić łez kiedy jest na nie czas.
Bardzo dziękujemy za rozmowę!
Rozmawiał: Damian Paluszkiewicz / Gazeta Muzyczna










