Rok 2025 zapisał się w świecie muzyki jako czas smutnych pożegnań. Odeszło wielu wybitnych artystów, zarówno z polskiej sceny, jak i legendy o międzynarodowej sławie. Wśród nich znaleźli się pionierzy swoich gatunków, uwielbiani wokaliści, instrumentaliści i producenci. Ich odejścia wstrząsnęły fanami i przypomniały, jak bogatą spuściznę po sobie pozostawili. Poniżej wspominamy tych muzyków w kolejności, w jakiej żegnaliśmy ich w roku 2025.
Joka, Michał Marten (Kaliber 44)
Wiosną bolesny cios dotknął polski hip-hop. 2 maja 2025 r. odszedł Michał „Joka” Marten (47 lat) – współzałożyciel legendarnej grupy Kaliber 44, jeden z pionierów polskiego rapu. Jego niespodziewana śmierć w relatywnie młodym wieku wstrząsnęła fanami kilku pokoleń, wychowanymi na klasycznych albumach Kalibra 44. „Z największym bólem zawiadamiam Was o śmierci Michała… wierzę, że na zawsze pozostanie w naszych sercach” – przekazał Kaliber 44 w poruszającym poście, informując o odejściu Joki. Jego brat Marcin (znany jako AbradAb) poprosił wówczas o uszanowanie prywatności rodziny. Przyczyna śmierci rapera nie została podana do publicznej wiadomości. Joka do końca pozostawał aktywny twórczo. Był barwną postacią rodzimej sceny – współtworzył przełomowe albumy „Księga Tajemnicza. Prolog” (1996) i „W 63 minuty dookoła świata (1998)”, a po latach emigracji powrócił, by ponownie nagrywać z nowym pokoleniem artystów. Polska scena hip-hopowa pogrążyła się w żałobie, żegnając jednego ze swoich ojców założycieli.

Bas Tajpan, Damian Krępa
Latem 2025 roku przyszło nam pożegnać kolejne wybitne postaci. 16 lipca 2025 r. zmarł Damian Krępa „Bas Tajpan” (47 lat) – charyzmatyczny wokalista i autor tekstów, znany z łączenia brzmień reggae i hip-hopu. Jego odejście nastąpiło nagle wskutek nawrotu choroby nowotworowej, z którą już raz walczył . Informację o śmierci muzyka przekazał prezydent Dąbrowy Górniczej Marcin Bazylak, prywatnie przyjaciel artysty. „Choroba powróciła nagle i odebrała go nam w sposób niespodziewany” – napisał ze smutkiem Bazylak (2025) , podkreślając, że Bas Tajpan na zawsze pozostanie w pamięci lokalnej społeczności jako człowiek pełen ciepła i pasji. W Dąbrowie Górniczej, skąd pochodził artysta, ogłoszono żałobę. Bas Tajpan pozostawił po sobie bogatą spuściznę – wydał siedem albumów solowych i współpracował z czołówką polskiej sceny (m.in. z Peją, Hemp Gru, Miuoshem). „Biła od Ciebie niespotykana energia… Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim. R.I.P. Bas Tajpan. Nie zapomnimy!” – pożegnał go Peja . Tłumy fanów i przyjaciół żegnały Damiana Krępę podczas pogrzebu 19 lipca – ceremonia miała charakter świecki, ale pełna była muzyki i wspomnień o artyście, który z pasją łączył ludzi dźwiękiem.

Ozzy Osbourne (Black Sabbath)
Zaledwie kilkanaście dni później dotarła do nas smutna nowina ze świata rocka. 22 lipca 2025 w wieku 76 lat zmarł Ozzy Osbourne – legendarny frontman zespołu Black Sabbath, jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon heavy metalu. Kilka tygodni wcześniej Osbourne po raz ostatni pojawił się na scenie, żegnając fanów podczas specjalnego koncertu. Swój finałowy występ opisał wtedy znamiennymi słowami jako „ostatni ukłon”. Niestety, niecały miesiąc później muzyk odszedł. Osbourne od lat zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi – chorobą Parkinsona oraz skutkami licznych urazów odniesionych na przestrzeni lat. Jego śmierć zakończyła pewną epokę: Ozzy był żywą legendą, która od początków lat 70. współtworzyła brzmienie i estetykę heavy metalu. Jego charakterystyczny głos i sceniczna charyzma na zawsze odmieniły oblicze muzyki rockowej. Fani na całym świecie pogrążyli się w żałobie, przed londyńskim domem Osbourne’a zapłonęły znicze, a koledzy z zespołu wspominali go jako „niezastąpionego Króla Ciemności, którego energia była sercem naszej muzyki” (jak napisali członkowie Black Sabbath w oficjalnym oświadczeniu). Choć Ozzy Osbourne odszedł, jego głos w utworach takich jak „Paranoid” czy „Crazy Train” wciąż rozbrzmiewa i przypomina o potędze jego talentu.

Stanisław Soyka
Końcówka lata przyniosła kolejną bolesną stratę, tym razem na rodzimej scenie jazzowej i popowej. 21 sierpnia 2025 r.dotarła wiadomość o nagłej śmierci Stanisława Soyki (66 lat) – wybitnego wokalisty i kompozytora, jednej z najważniejszych postaci polskiej muzyki ostatnich dekad . Soyka zmarł niespodziewanie w Sopocie, tuż przed planowanym występem na festiwalu Top of the Top w Operze Leśnej . Jeszcze tego samego wieczoru miał wyjść na scenę i zaśpiewać dla publiczności – zamiast tego organizatorzy festiwalu przerwali transmisję, by przekazać widzom tragiczną informację . Wiadomość o śmierci artysty wstrząsnęła uczestnikami wydarzenia; ku czci Soyki widownia i muzycy spontanicznie zaśpiewali jego słynny utwór „Tolerancja”, ze łzami w oczach oddając mu hołd . Okoliczności odejścia muzyka bada prokuratura, która zleciła szczegółową sekcję zwłok – na oficjalne wyniki trzeba jednak poczekać do 2026 roku . Wiadomo, że Stanisław Soyka chorował na cukrzycę i to mogło mieć wpływ na jego stan zdrowia , lecz bezpośrednia przyczyna zgonu pozostaje jeszcze do ustalenia. Odejście Soyki to ogromna strata: artysta ten od lat 80. czarował słuchaczy swoim ciepłym głosem i fortepianem, łącząc jazz, soul i poezję śpiewaną. Pozostawił po sobie dziesiątki albumów i kompozycji – od pamiętnego „Tolerancja (Na miły Bóg)”, przez eklektyczne projekty z zespołem Soyka Sextet, po nastrojowe interpretacje wierszy. Jego pogrzeb stał się wielkim pożegnaniem – 8 września w Warszawie pojawiły się tłumy fanów, przyjaciół i artystów, by oddać mu ostatni hołd. Soyka żył muzyką i dla muzyki, a jego twórczość na zawsze pozostanie częścią polskiej kultury.

Sam Rivers (Limp Bizkit)
Jesień 2025 dopełniła ten smutny rozdział w historii muzyki. W październiku nadeszła wieść o śmierci Sama Riversa (48 lat) – amerykańskiego basisty i współzałożyciela zespołu Limp Bizkit, który zdobył sławę w nurcie nu-metal. Muzyk zmarł 19 października 2025 r., zaledwie kilka miesięcy po przeszczepie wątroby, jaki przeszedł w związku z chorobą. Dokładna przyczyna zgonu Riversa nie została ujawniona – wiadomo jedynie, że od lat zmagał się on z poważnymi problemami zdrowotnymi będącymi następstwem intensywnego stylu życia na trasie. Koledzy z Limp Bizkit pożegnali go we wzruszającym wpisie, nazywając „prawdziwą duszą zespołu” i podkreślając, że „jego duch będzie żył wiecznie w każdym rytmie, na każdej scenie”. Odejście Riversa – podobnie jak śmierć Ozzy’ego Osbourne’a – przypomniało fanom rocka, że nawet największe gwiazdy są śmiertelne.

Rok 2025 okazał się jednym z najtragiczniejszych dla świata muzyki. Pożegnaliśmy w nim wielu wspaniałych artystów, których muzyka towarzyszyła nam przez lata. Każdy z nich – czy to Joka ze swoimi kultowymi wersami hip-hopowymi, Bas Tajpan z pozytywnymi wibracjami reggae, Ozzy Osbourne z chropowatym głosem heavy metalu, Stanisław Soyka z kojącymi jazzowymi balladami czy Sam Rivers z potężnym basem nu-metalu – pozostawił po sobie niezatarty ślad. Ich utwory wciąż rozbrzmiewają w głośnikach i sercach fanów.







