Emose Katarzyna Uhunmwangho mówi o radości, która nie ucieka od trudnych emocji, ale pomaga je unieść z dystansem, czułością i nadzieją. Przed koncertem Lady Em w Capitolu opowiada o pracy z tekstami Rafała Bryndala, muzyce Jacka Bryndala, wolności na scenie i potrzebie spotkania z publicznością bez sztywnego scenariusza. To rozmowa o funkowym pulsie, tańcu, spokoju twórczym i wierze w to, że muzyka może budować poczucie wspólnoty.
[Damian Paluszkiewicz] Dużo mówi się o radości w Twojej muzyce. Co znajduje się pod spodem tej radości?
[Emose Katarzyna Uhunmwangho] Myślę, że teksty Rafała wcale nie są tylko wesołe i opowiadają o emocjach… różnych, niekoniecznie łatwych, ale dzięki muzyce Jacka często są one odciążone… Jak w życiu – dystans i poczucie humoru niejednokrotnie ratują nas i dają nowy punkt widzenia… Mi ten rodzaj symbiozy ogromnie odpowiada i uważam, że nic nie ukrywa, lecz jest ze mną kompatybilny i dobrze się w tym czuję… Jest to również zgodne z moim spojrzeniem na świat. Uwielbiam Kabaret Starszych Panów, gdzie również ten wspaniały zabieg odciążania był stosowany, co zapobiegało popadaniu w patos i nadmierną ckliwość…co w moim odczuciu jest wspaniałe
Czy polski język w funku bardziej pomaga, zaskakuje, czy zmusza do wynalezienia własnego pulsu?
Polski język,jak każdy inny, pomga w komunikacji… jak się tekst czuje i chce się nieść opowieść wtedy myślę sobie: nie ma żadnych przeszkód w jej przekazaniu.
Jak pracujesz z tekstem Rafała Bryndala, żeby jego słowa zaczęły brzmieć naturalnie w Twoim głosie i Twojej interpretacji?
Po prostu, teksty Rafała są świetne, muzyka Jacka też, to się dzieje samo, naturalnie… Jest opowieść do przekazania, którą niesie muzyka – pieśń, którą czuję i ją opowiadam, nie ma w tym jakiejś tajemnej filozofii… przeszkód.
Nie chcemy zafałszowywać rzeczywistości, ale też nie chcemy dokładać jej na plecy kolejnego głazu.
Funk często brzmi jak czysty luz, chociaż bez precyzyjnego pulsu łatwo się rozpada. Gdzie w Lady Em kończy się spontaniczność, a zaczyna konstrukcja?
Nie do końca rozumiem pytanie, więc odpowiem… być może bez sensu, ale uważam, że tu też jest spójność między pracą, jaką trzeba włożyć w przyswojenie danego utworu, a gdy on już w nas jest, pojawia się luz. Myślę, że bez pracy nie ma luzu – to dla mnie naczynia połączone. Rozwój daje szerszy ogląd danej sprawy, więc… luz pojawia się samoistnie i naturalnie Spontaniczność dla mnie się nie kończy, ona trwa zawsze i tak bym chciała, żeby pozostało. Nie ma początku, ona jest po prostu. Wtedy nauka też jest wspaniałą przygodą, proces jest celem i bardzo fajnie
25 czerwca w Capitolu zabrzmi materiał z nadchodzącej płyty. Co chciałabyś sprawdzić na publiczności właśnie tego wieczoru?
Chciałabym sprawdzić… nie wiem… nie myślałam o tym… Chciałabym, żeby się dobrze bawili, żeby mieli dobry czas… żebyśmy mieli wspólny dobry czas ze sobą… Chciałabym, żeby tańczyli, bo ludzie za mało tańczą, a taniec jest fantastyczną sprawą i pozwala nam uwolnić się od napięć… Poddanie się beztroskiemu, niebojącemu się oceny tańcowi daje nam wolność i radość… Tego bym chciała! Nie wiem, czy chcę coś sprawdzać. Chcę tam być, a co się wydarzy, to będzie prawdą tej chwili, która dopiero się wydarzy – i wtedy się okaże, jakie to było doświadczenie i jaka lekcja, bo lekcja jest zawsze.
W zapowiedzi koncertu pojawiają się nadzieja i jasna strona życia. Czy to świadoma przeciwwaga dla nastrojów świata za oknem?
Nie chcemy zafałszowywać rzeczywistości, ale też nie chcemy dokładać jej na plecy kolejnego głazu… To nie nasza misja, myślę sobie. Uważam też, że nawet w najgorszym czasie iskra nadziei może zdziałać cuda i dodać komuś sił. Uważam, że dawanie radości jest ogromnie ważne… szczególnie teraz. Ja mam na imię Radość – Emose znaczy Radość – i to jest integralna część mnie. Choćby nie wiem co się działo, mam nadzieję… I lubię to w sobie, i jestem wdzięczna mojej mamie, że dała mi taką siłę. Ta nadzieja – piękna siła – zawsze się we mnie tli.
Czy dziś bliżej Wam do koncertu jako muzycznej imprezy, czy do spektaklu z własną dramaturgią?
Dla mnie koncert jest przede wszystkim spontanicznym spotkaniem z ludźmi – byciem ze sobą i dzieleniem się opowieścią oraz energią. Myślę, że tak to traktuję, to jest główne założenie: spotkanie otwarte, pełne ciekawości siebie nawzajem. Spontaniczność, więc nic założyć sobie nie można… Można być na coś gotowym, a jak nawet nie gotowym, to otwartym na to, co się wydarzy… płynąć z rzeką tego co się wydarza… trzymanie się sztywno scenariusza na takich spotkaniach nie nie jest moją mocną stroną.
W jaki sposób Jacek Bryndal jako kompozytor i aranżer zostawia przestrzeń dla Twojej ekspresji?
Nic mi nie narzuca, ufa mi i ceni moje zdanie, a to wielki dar w takiej pracy i dla mnie podstawa dawania sobie nawzajem przestrzeni do tworzenia.
Mówiłaś, że nie spieszycie się z całością projektu. Czy brak pośpiechu w muzyce bywa dziś luksusem, formą oporu czy koniecznością?
Moim zdaniem, pośpiech lub jego brak to indywidualna sprawa. Ja sobie cenię spokój i dobrą atmosferę… Chłopaki też i tak się w tym spotkaliśmy… W takiej celebracji muzycznej, która nam pasuje i która nas niesie powoli, lecz konsekwentnie do przodu… Nie jesteśmy uczestnikami jakiegoś wyścigu… W sztuce nie ma wyścigów, przynajmniej ja mam do nich stosunek ambiwalentny – to wspaniała, nieuchwytna, wolna istota, więc jak tu się ścigać… Można się spokojnie inspirować i cieszyć się ogromem cudownych bytów, które tworzą, bo jesteśmy tu tylko na chwilę, mamy to szczęście… że możemy sobie pobyć tu te parę chwil razem i pocieszyć się wspólną podróżą.
Poczucie wolności daje mi akceptacja siebie: swojego mózgu, ciała i tego, że błąd jest integralną częścią nas i zawsze jest wspaniałą lekcją.
Rafał Bryndal mówił, że potrafisz „zmieniać świat samym pojawieniem się”. Co Ty chciałabyś zmieniać muzyką, bez wielkich deklaracji?
Nie wiem czy moja deklaracja jest wielka czy też nie, jest po prostu moja. Chciałbym jako ciemnoskóra kobieta, urodzona i wychowana w Polsce – mająca podwójne korzenie, które równie mocno uwielbiam i które są moim wielkim darem, siłą i orężem w czułości do drugiego człowieka – i tą czułością chcę się dzielić. Pokazać, że możemy żyć razem, możemy się szanować… Nie musimy „czesać sobie włosów”, ale możemy się szanować, empatyzować, poczuć jedność. Ja jestem zlepiona z dwóch kultur, które tworzą we mnie jedność (i oczywiście z wielu innych elementów), ale ta wielość nie wyklucza spójności. I to bym chciała przekazać – że jesteśmy jednością. Każdy odczuwa radość i ból, nie ma ludzi, którzy przeszliby przez życie suchą stopą. Wszyscy jesteśmy w głębi serca dziećmi: wystraszonymi, pogubionymi, ale też pełnymi potrzeby tej czułości do drugiego człowieka – w dawaniu i przyjmowaniu. Więc dla mnie koncerty to symbioza, jesteśmy w tym razem. Tworzenie też, w ogóle życie. I tego się trzymam, i to chcę sobą przekazać. Pokazać swoim bytem, że wszyscy jesteśmy tak naprawdę jednością i możemy się szanować.
Gdyby „James Brown” był dopiero drzwiami, dokąd prowadzą następne piosenki?
Nie wiem, dokąd prowadzą i to jest najfajniejsze. To proces, który sam w sobie jest nagrodą i wspaniałą podróżą – która trwa, dzieje się i nas jara. I to jest bardzo fajne
Co daje Ci dziś największe poczucie wolności na scenie?
Poczucie wolności daje mi akceptacja siebie: swojego mózgu, ciała i tego, że błąd jest integralną częścią nas i zawsze jest wspaniałą lekcją. Pozwolenie sobie na błędy jest super… O ile w ogóle coś takiego istnieje jak błąd w byciu na scenie czy w pracy twórczej. Dla mnie to zawsze poszukiwania, przygoda, pokora, lekcja, spotkanie i dzielenie się opowieścią – jak kiedyś przy ogniskach. Bycie bez jakichś oczekiwań, bo samo spotkanie jest już nagrodą. Staranie się, by nie oceniać ani siebie, ani innych, bo z tego się rodzą lęki. Inspiracja, nigdy zazdrość – bo szkoda czasu na takie smęty… Wiadomo, czasem każdy z nas miewa słabsze momenty i poddaje się kiepawym nawykom czy emocjom, ale to też jestem ja i to też biorę na klatę… I to też dodaje mi sił. Więc to wszystko daje mi wolność i nad tym pracuję, aby w tej swojej wolności pozostawać i do niej wracać… gdy zbija mnie z kursu.
Bardzo dziękujemy za rozmowę!
Rozmawiał: Damian Paluszkiewicz / Gazeta Muzyczna

![„Błąd jest integralną częścią nas i zawsze jest wspaniałą lekcją”. Rozmowa z Emose z Lady Em o wolności na scenie, funku i spokoju twórczym [WYWIAD] lady em fot3 16x9](https://gazetamuzyczna.pl/wp-content/uploads/2026/06/Lady-eM-fot3_16x9.jpg)



