Muse zapowiadają „The Wow! Signal”. Singiel „Be With You” otwiera nowy album, a kampania sięga 33 km nad Ziemię

Muse ogłosili swój dziesiąty album studyjny „The Wow! Signal”, który ukaże się 26 czerwca nakładem Warner Records. Wraz z zapowiedzią zespół udostępnił singiel „Be With You”. Będzie to pierwsze pełne wydawnictwo grupy od czasu „Will Of The People” z 2022 roku.
Tym razem sama forma ogłoszenia stała się częścią historii. Muse przygotowali kampanię zrealizowaną z firmą Sent Into Space i wysłali specjalnie zaprojektowany tablet 33 km w atmosferę, aby tam zaprezentować teledysk do „Be With You”. Drugi pakiet zawierał naklejki związane z limitowaną edycją winylową. To nie był więc zwykły komunikat prasowy, tylko widowiskowy gest, idealnie wpisany w tytuł i estetykę nowego materiału.
Sam utwór został opisany jako kompozycja, która zaczyna się od potężnych organów kościelnych, a potem przechodzi w elektronikę i mocniejszy, rockowy finał. W jego konstrukcji słychać ruch od przygnębienia do determinacji. Dobrze oddaje to krótki wers Matta Bellamy’ego z 2026 roku: „It’s got to be with you”.
Oficjalny klip wyreżyserował Nico Paolillo, a na ekranie pojawia się Ella Balinska. Wideo prowadzi widza przez serię dziwnych zjawisk i stopniowo buduje napięcie wokół spotkania z czymś trudnym do wyjaśnienia. Ta narracja nie działa tu jak osobny dodatek. Jest bezpośrednim przedłużeniem świata, który album zapowiada już samym tytułem.
„The Wow! Signal” bierze nazwę od słynnego sygnału Wow! z 1977 roku – 72-sekundowego, wąskopasmowego sygnału radiowego zarejestrowanego przez obserwatorium Ohio State z kierunku gwiazdozbioru Strzelca. To właśnie wtedy Jerry R. Ehman zaznaczył na wydruku sekwencję „6EQUJ5” i dopisał krótkie „WOW!”. Nowa płyta Muse wyraźnie odwołuje się do tej tajemnicy, łącząc motyw kosmicznego kontaktu z egzystencjalnym napięciem i nadzieją.
Na ujawnionej trackliście znalazło się dziesięć utworów, w tym wcześniejsze „Unravelling” oraz obecne „Be With You”. Już na etapie zapowiedzi widać, że Muse nie rezygnują z rozmachu. Tym razem zamykają go jednak w bardziej zwartej, science-fictionowej ramie, która może okazać się jednym z najmocniejszych elementów tej ery.










